piątek, 1 listopada 2019

Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze (30 ml)


"Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze od Distillery Avon to naturalny i skuteczny sposób na rozjaśnienie i rozświetlenie cery.

  • Zastosowanie: do skóry w każdym wieku, do stosowania z kremem do twarzy
  • Działanie: skoncentrowana 100% witamina C wraz z witaminą E odżywiają skórę, odkrywając jej naturalny blask i delikatnie ją rozjaśniając  
  • wegańska, testowana klinicznie i alergologicznie, bez substancji zapachowych

Twojej skórze brakuje blasku? Poczuj siłę natury, która skutecznie rozświetli Twoją cerę i delikatnie ją rozjaśni. W tej niewielkiej fiolce zamknęliśmy skoncentrowaną moc 100% wit. C i wit. E, zwanej witaminą młodości. Razem tworzą w pełni wegańską, odżywczą bombę witaminową dla Twojej skóry.
Jak stosować?
Wymieszaj w dłoni jedną miarę witaminy C ze swoim ulubionym kremem do twarzy i rozprowadź go po skórze, jak zazwyczaj". 

Sprawdźmy co to za "cudo natury".


Dziwaczny biały proszek...
Idąc za ciosem, prześwietlam kolejny produkt z serii Avon Distillery. Tym razem C Shot Powder.
Szklana fiolka z plastikową zakrętką skrywa tajemniczy biały proszek. Zobaczmy skład. 
  • silica - substancja czyszcząca i polerująca w pastach do zębów; kosmetykach przeznaczonych do cer przetłuszczających się i mieszanych wykorzystywana jako substancja matująca. Popularny wypełniacz. Poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyków pudrowych, poprawia ich przyczepność oraz ułatwia rozprowadzenie
  • ascorbic acid - kwas askorbinowy, czyli nic innego, jak nasza popularna witamina C. Wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne w połączeniu z witaminą E. Zwalczając wolne rodniki przeciwdziała uszkodzeniu komórek i starzeniu się skóry rozjaśnia ją
  • calcium sodium borosilicate - otrzymywany z jedwabiu, pozwala utrzymać efekt nabłyszczający
  • calcium silicate -  Matuje skórę i chroni przed zanieczyszczeniami, usuwa martwy naskórek, posiada właściwości absorbujące
  • mica -  jest produktem mineralnym, nie wpływa na stan skóry, nie wywołuje alergii, nie zatyka porów, nie starzeje się, nie psuje, więc jest świetnym półproduktem kosmetycznym
  • polymethyl methacrylate - substancja syntetyczna, ma za zadanie wypełniać zmarszczki, jednak to działanie jest wyłącznie powierzchowne
  • phenoxyethanol - pełni funkcję składnika konserwującego. Odpowiada za to, aby dany produkt, który aplikujemy na skórę twarzy czy też ciała, przez cały czas stosowania, był zdatny do bezpiecznego używania,  zapobiega dostaniu się, rozwojowi i przetrwaniu wszelkich ciał obcych, jakie mogą dostać się do środka ze środowiska zewnętrznego
  • hydrated silica -  poprawia i utrwala konsystencję oraz właściwości aplikacyjne, zwiększa przyczepność kosmetyku do skóry, zapobiega zbrylaniu produktu, przedłuża trwałość
  • tocopheryl acetate - witamina E; ma właściwości konserwujące, przedłuża świeżość kosmetyków, opóźnia proces utleniania substancji, a przy tym wykazuje niezwykłe działanie dla skóry, przeciwzmarszczkowe, silnie antyoksydacyjne, odżywcze, wzmacniające i ochronne, poprawia także nawilżenie skóry
Właściwie nie mam się do czego przyczepić. Jest wspomniana witamina C, witamina E również, chociaż na samym końcu składu, plus substancje konserwujące. Produkt jest w formie białego proszku, bez zapachu. Dodaje się jedną miarkę (czyli tyle, ile się nam wysypie po odwróceniu fiolki) do kremu i nakłada na twarz. Po takim zabiegu, moja cera zmatowiała. Działania rozświetlającego nie zauważyłam. Być może za krótko stosuję. Zdaje się, że proszek jest bardzo wydajny, chociaż cena dla niektórych może być mało zachęcająca. 



#AvonPolska #AvonDistillery #DistilleryBeauty

Balsam oczyszczający do twarzy z ekstraktami roślinnymi

     Tak, jak obiecałam, startuję z recenzjami kosmetyków naturalnych i wege od Avon. Będzie długo, ale i treściwie. Jako pierwszy, postanowiłam zrecenzować balsam do oczyszczania twarzy, ponieważ pielęgnację zaczynamy właśnie od oczyszczania, prawda?
Producent podaje:
"Oczyszczający balsam do twarzy Distillery Avon to w pełni wegański, odżywczy kosmetyk, który zmienia zasady oczyszczania twarzy.
  • Zastosowanie: do każdego rodzaju skóry
  • Działanie: formuła z olejkiem morelowym, masłem kakaowym, masłem z mango i ekstraktem z ogórka skutecznie oczyszcza skórę, nawilża ją i udoskonala jej strukturę
  • Efekt: idealnie oczyszczona, naturalnie odżywiona i świetnie wyglądająca cera
  • wegański, testowany klinicznie i alergologicznie, bez alkoholu i substancji zapachowych
Już jest! Naturalny, stworzony z troską o dobro Twojej skóry, wegański balsam do demakijażu i oczyszczania cery. Jego formułę oparliśmy na ekstraktach roślinnych, które skutecznie rozprawią się z makijażem, nie naruszając bariery ochronnej skóry. Ponadto, nasz balsam długotrwale nawilży i udoskonali strukturę Twojej cery. 

Jak stosować?

Wmasuj balsam w skórę. Kosmetyk zmieni swoją konsystencję w mleczną piankę, która skutecznie, choć delikatnie rozpuści zanieczyszczenia i makijaż.
Inspiracja
Distillery Avon to nasza odpowiedź na pośpiech i ciągłe zabieganie w świecie nowoczesnych technologii. To powrót do natury i ekologicznych składników w najczystszej postaci, czerpanych wyłącznie z jej potężnych darów."

*Na stronie Avon w nazwie "(50 ml)", a na dole opisu "Pojemność: 30 ml". Hmmm.... Duża firma, szeroki PR, a takie niedopatrzenie. Ctrl C + CTRL V 

      

     Zaczniemy od zewnątrz. Clean Break Cleanser dostajemy w szklanym pojemniczku o pojemności 50ml z plastikową zakrętką, a ten - jak większość kosmetyków - zapakowany jest w biały kartonik i folię. Opakowanie jest dosyć solidne i przyjemne wizualnie. 

Otwieramy.

Po odkręceniu pokrywki dostrzegamy lekko kremową (chodzi o kolor) maź. Kosmetyk ma konsystencję delikatnego masełka. Pachnie... prawie jak ogórek :D Zapach kojarzy mi się także z pestkami. Coś jak świeżo wydrążona dynia lub przerośnięty ogórek i jego wielkie pestki w środku (kto uprawia w ogródku, ten wie). 

Zgadnij kotku, co mam w środku - jedziemy z analizą składu. Pamiętajcie, że to co pierwsze w składzie, tego jest w kosmetyku najwięcej.
  • prunus armeniaca (apricot) kernel oil - olej pozyskiwany z pestek moreli. Emolient tłusty, może być komedogenny, pozostawia na skórze film, przez co zapobiega wyparowywaniu wody
  • theobroma cacao seed butter - masło kakaowe. ma działanie łagodzące na  podrażnioną, popękaną i suchą skórę , którą wspaniale zmiękcza. Wiąże wilgoć  w skórze, ma działanie ochronne  i nawilżające. Nie nadaje się dla tłustej i nieczystej skóry
  • polyglyceryl-3 stearate - składnik umożliwiający powstanie emulsji. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany w mieszaninie, poprawia konsystencję powodując wzrost lepkości
  • polysorbate 80 - stosowany jako emulgator lub konserwant. Polisorbat 80 łatwo rozpuszcza się w wodzie, zatem w trakcie mycia twarzy pomaga też rozpuścić oleje 
  • beheneth-5 - emulgator umożliwiający połączenie substancji wodnistych z oleistymi, jednak jest to sztuczny i tańszy zamiennik emulgatorów naturalnych. I teraz - uwaga - może być szkodliwy, ponieważ do jego produkcji używa się tlenku etylenu, a jest to trujący, rakotwórczy gaz. Jego cząsteczki mogą przenikać do kosmetyku, dlatego nie zaleca się używania kosmetyków z tą substancją, głównie kobietom w ciąży. 
  • capric triglyceride - kolejny emolient tłusty, może być komedogenny....
 Chyba mam już dość tych NATURALNYCH rewelacji. 

I teraz kolejna świetna wiadomość - masło z nasion mango i ekstrakt z ogórka, którym tak szczyci się producent znajduje się.... na samym końcu składu, czyli jest go w produkcie tyle, co nic. 

Wrażenia po użyciu: po nałożeniu cleanera na zwilżoną twarz, faktycznie podczas masażu tworzy się delikatna pianka. Produkt zmywa delikatny makijaż (w zgodzie z zasadą  "tłuszcz rozpuszcza kolor"), jednak nie radzi sobie z mocniejszymi kosmetykami kolorowymi. Pozostawia skórę oczyszczoną i natłuszczoną. 

Wnioski pozostawiam Wam.



#AvonPolska #AvonDistillery #DistilleryBeauty #duomatkatesterka

    wtorek, 29 października 2019

    Seria Avon Distillery

         Być może już zauważyliście, że portale społecznościowe zalała fala zdjęć i reklam kosmetyków Avon, które mają być innowacyjne i w 100 procentach wege. Producent zapewnia, że to czyste formuły i imponujące rezultaty. Wszystko pozyskiwane w procesie destylacji, dające esencje w najczystszej postaci. Wegańskie, testowane alergologicznie, dermatologicznie, klinicznie, bez alkoholu, bez substancji zapachowych. Nawet opakowania z certyfikatem FSC. Och i ach, jednym słowem.

         Nie wspomniano jednak o tym, czy owe kosmetyki były testowane na zwierzętach, a to ostatnio też dosyć głośny temat. Na pudełeczkach można zauważyć symbol króliczka, ale czy to oznacza, że produkty faktycznie nie były testowane na zwierzakach??? Postanowiłam poszukać w sieci informacji na temat symbolu królika i..... dupa. Okazuje się, że:


    1. Nie ma jednego uznanego za jedyny i właściwy symbol nietestowania na zwierzętach.
    2. Obecność symbolu królika (w jakiejkolwiek formie) wcale nie oznacza, że produkt nie był testowany na zwierzętach.
    3. Brak odpowiednich regulacji i mimo, że panuje międzynarodowy zakaz wykorzystywania zwierząt do testowania kosmetyków, nikt tego rygorystycznie nie pilnuje.
    4. Symbole z królikiem umieszczane są na opakowaniach głównie, by przyciągnąć klienta, nie dają absolutnie żadnej gwarancji uczciwości.
    5. Najlepiej szukać w sieci ogólnodostępnych list z nazwami marek, które testują na zwierzętach. Avon niestety się na takiej znajduje.


    Także, jeżeli jesteś wrażliwcem i deklarujesz, że nigdy nie kupisz kosmetyków testowanych na zwierzętach- przemyśl kwestię zakupu opisywanych tu produktów lub poszukaj informacji w tym temacie gdzieś dalej. Mam jedynie nadzieję, że w związku z tym, że kosmetyki mają tak naturalne składy, nawet podczas tych testów- nie ucierpiało żadne zwierzątko.

         Uczucia na bok, bo ma być rzetelnie. 

    Co wchodzi w skład serii Distillery? (teraz krótkie opisy, szczegółowe recenzje w osobnych postach)



    • Balsam oczyszczający do twarzy z ekstraktami roślinnymi 50 ml - "Naturalny, stworzony z troską o dobro Twojej skóry, wegański balsam do demakijażu i oczyszczania cery. Jego formułę oparto na ekstraktach roślinnych, które skutecznie rozprawią się z makijażem, nie naruszając bariery ochronnej skóry. Ponadto, balsam długotrwale nawilży i udoskonali strukturę cery". Okaże się.
    • Nawilżający krem do twarzy SPF25 z filtrem mineralnym (30 ml) - "wyjątkowy krem na dzień zawiera glicerynę, tlenek cynkowy i destylowany ekstrakt z róży, które pomogą uporać się z błyszczeniem skóry i intensywnie ją nawilżyć. Dodatkowo, zawarty w recepturze filtr mineralny ochroni ją przed czynnikami zewnętrznymi, by dłużej wyglądała świeżo i zdrowo".
    • Głęboko nawilżający eliksir na noc z gliceryną roślinną (30 ml) - "wyjątkowy krem na noc dogłębnie nawilży Twoją cerę, zapewniając jej wysoki poziom nawodnienia nawet przez 48h! Dodatkowo, aktywne substancje odżywią skórę, przywracając jej młodzieńczy blask".
    • Regenerujący olejek do twarzy z olejkiem jojoba (30 ml)- "wegański olejek do codziennej pielęgnacji twarzy, za który skóra będzie Ci wdzięczna! Dzięki naturalnemu odżywieniu i ochronie antyoksydacyjnej dłużej pozostanie młoda i będzie wyglądała zdrowo. W składzie tego olejku do twarzy nie znajdziesz alkoholu, substancji zapachowych ani olejów mineralnych. Po brzegi wypełniony silnie skoncentrowaną formułą opartą o składniki czerpane z darów natury".
    • Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze (30 ml) - w niewielkiej fiolce zamknięto skoncentrowaną moc 100% wit. C i wit. E, zwanej witaminą młodości. Razem tworzą w pełni wegańską, odżywczą bombę witaminową dla skóry".
    Wypatrujcie osobnych recenzji każdego produktu, oczywiście wraz z analizą składu ;)

    #AvonPolska #AvonDistillery #DistilleryBeauty #duomatkatesterka

    środa, 16 października 2019

    Rosnące farby

    Nie to, że się żalę, ale wszyscy chorujemy. Gdy już dostawałam wścieklizny zmuszona siedzieć z dziećmi zamknięta w domu, natrafiłam na TO! I zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia jakie jest źródło tego patentu! Zauważyłam temat na Facebooku, gdzieś, u kogoś, przeczytałam i.... nie zapisałam. Także z góry przepraszam za tę nikczemną kradzież :( A patentem są farby, które rosną :) Dosłownie. Rosną.
    Milenka ucięła sobie drzemkę, a ja i Miłosz zabraliśmy się za kolejne kreatywne zajęcie.
    Na czym polega wspominane rośnięcie farby i jak to zrobić?
    Potrzebne będą 3 główne składniki, które z pewnością każdy posiada w domu - mąka, sól i woda w proporcjach 1:1:1, czyli np. szklanka wody, szklanka mąki i szklanka soli. Ilość dopasujcie do możliwości i chęci. My zrobiliśmy miksturę z połowy szklanki, a i tak zostało nam dużo zapasu. Składniki wystarczy ze sobą wymieszać - bez podgrzewania, czekania, miksowania. Ja akurat barbarzyńsko wymieszałam wszystko ręką. Następnie łyżeczką odmierzałam małe ilości do mniejszego pojemniczka, mieszałam z farbą (użyłam akrylowych, tych w tubkach) i pędzlami nakładaliśmy grube warstwy na wycięte uprzednio szablony lub od razu na kartkę. W przypadku nadwrażliwości skórnej lub w ogóle nadwrażliwości, można użyć barwników spożywczych.
    Przypomina Baranka Shaun'a? ;)
    Cóż to będzie?
    Malujemy co i jak chcemy. Można chwilę zaczekać i nakładać mieszaninę warstwowo, jednak nie polecam przesadzać, bo przemoknie kartka, na której malujecie. Nie wiem też, jak długo gotowa mieszanka może stać. Jednak mąka i woda to najpopularniejszy naturalny klej, aczkolwiek u nas stało to może nawet godzinę i nie zaschło na kamień, także nie trzeba się nadto stresować, że nie zdążycie nałożyć tego, jak sobie wymarzycie. Ale to nie wszystko. Teraz gwóźdź programu. Wstawiamy nasze wytwory do mikrofali na ok minutę. Polecam zacząć od 30 sekund, a w razie potrzeby powtórzyć podgrzewanie....
    Sorry, Olaf.
    Przypaliłam Olafa :( Ale poza tym farby urosły w trakcie podgrzewania, a dzięki zawartości soli - delikatnie połyskują. Zdjęcia trochę wychodzą poza schemat, ale zależało mi na tym, aby wszystko było fajnie widać.







    Świetna zabawa, świetne ćwiczenia motoryki oraz wyobraźni, a do tego walory estetyczne i sensoryczne. Do tego pokazujemy dziecku różne techniki pracy. Można poprosić o narysowanie liścia, następnie o wycięcie go nożyczkami, a potem pomalowanie troszkę "inną" farbą. Polecam! Spróbujcie tego w domu ;)

    sobota, 21 września 2019

    Le Petit Marseillais mleczko nawilżające - recenzja

         Z marką Le Petit Marseillais miałam styczność kilka lat temu, gdy dopiero zyskiwała na popularności poprzez powszechne reklamy, w których zachwalano delikatność i nietuzinkowe świeże zapachy żeli pod prysznic. Postanowiłam wypróbować taki żel i przeżyłam niemałe rozczarowanie, ponieważ jego zapach był co najmniej dziwny, konsystencja bardzo rzadka, a do tego moja skóra reagowała zaczerwienieniem i podrażnieniami, mimo tego, że nie ma takich tendencji. Coś ewidentnie "nie pykło". Dlatego teraz bardzo sceptycznie podeszłam do propozycji przetestowania kolejnej "wspaniałości" tej marki. Skusiłam się, ponieważ obecnie coraz większą uwagę poświęcamy analizie składów kosmetyków, zatem producenci są zmuszeni iść z duchem czasu i zrezygnować z dodawania silikonów, parabenów itp. Zaryzykowałam. 
         Miałam przyjemność przetestować mleczko nawilżające cold cream ukojenie z masłem arganowym, woskiem pszczelim i olejkiem z płatków róż. W zamyśle, mleczko przeznaczone jest do codziennej pielęgnacji suchej i wrażliwej skóry, dając skórze ukojenie, nawilżenie i komfort aż do 48 godzin. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie dam rady nie umyć się przez 48 godzin, więc kwestia wytrzymałości pozostaje pod znakiem zapytania, natomiast wiem, że po zaaplikowaniu wieczorem, po kąpieli, faktycznie skóra jest miła w dotyku następnego dnia. 

            Mleczko otrzymujemy w bladoróżowej butelce o pojemności 400ml z wygodną w użyciu pompką. Pompka może być przeszkodą przy tzw. denkowaniu, jednak jeśli chodzi o codzienne użytkowanie, jest świetna. Nie musimy odkręcać butelki, czy dotykać jej ponownie utłuszczonymi dłońmi. Fajne jest też to, że można wycisnąć nawet bardzo małe ilości mleczka, bo spotkałam się również z takimi opakowaniami, że po naciśnięciu aplikatora, zawsze otrzymywałam jedną konkretną porcję kosmetyku. 

           Zapach mleczka jest bardzo przyjemny. Lekki, owocowo-kwiatowy. Przez jakiś czas utrzymuje się na skórze. Da się wyczuć, gdzieś w głębi, charakterystyczną różaną poświatę, jednak ta nuta nie jest wyraźnie dominująca.

         Konsystencja również bardzo mi odpowiada. Dość rzadka i lekka, ale nie lejąca. Taka, w sam raz. Wchłania się szybko, ale nie od razu. Mamy czas, aby spokojnie rozprowadzić mleczko po skórze. 
           Skład. 

    Jak w większości kosmetyków, pierwszym składnikiem jest woda
    Isopropyl Palmitate -  tzw. suchy emolient. Pozostawia na skórze "film" przez co zapobiega wyparowywaniu wody ze skóry, niweluje lepkość kosmetyku, poprawia kondycję skóry. Niestety, może być komedogenny.
    Glycerin - powszechnie stosowany składnik kosmetyków - zapobiega ich wysychaniu, krystalizacji poszczególnych składników i usprawnia proces łączenia się składników tłustych, takich jak oleje i masła roślinne, z wodnymi. Poprawia skuteczność konserwacji substancji przez obniżenie aktywność wody, która jest pożywką dla drobnoustrojów. Ponieważ ma małe cząsteczki, łatwo wnika w głąb warstwy rogowej naskórka i ułatwia transport innych odżywczych składników do wnętrza skóry. Gliceryna wykorzystywana jest także do zapobiegania wysychania kosmetyku oraz nadaje gładkość emulsji.
    Rosa Damascena Flower Extract - ekstrakt z kwiatów róży. Róża damasceńska uznawana jest za najlepszą i najcenniejszą wśród róż przetwarzanych do celów kosmetycznych. Co do przetworów czyli olejków, ekstraktów i hydrolatów - można znaleźć na ten temat szereg opracowań wyrażających zachwyt. Docenia się ich właściwości odżywcze i łagodzące.
    Argania Spinosa Kernel Oil - olej z ziaren drzewa arganowego, zwany też złotem Maroka. Nawilża, chroni przez szkodliwymi promieniami słonecznymi, opóźnia proces starzenia, wygładza, regeneruje, łagodzi. 
    Cera Alba - inaczej wosk pszczeli, emolient tłusty. To również dość pospolita substancja w produktach kosmetycznych. Podobnie jak isopropyl palmitate, pozostawia na skórze "film", może być komedogenny i ma działanie zapobiegające odparowywaniu wody, kondycjonuje, wygładza, regeneruje.
    Hydrogenated Argania Spinosa Kernel Oil - to olej z ziaren drzewa arganowego, tyle, że potraktowany wodorem. Kondycjonuje i zmiękcza skórę.
    Caprylic Triglyceride - emolient tłusty. Kolejny w składzie, pozostawiający "film", ma działanie wygładzające i zmiękczające. Niestety, komedogenny.
    Hydrogenated Palm Glycerides - utwardzone (uwodornione) glicerydy palmy olejowej, emulgator o właściwościach kondycjonujących.
    Caprylyl Glycol - kolejny emolient tłusty, kondycjonujący i komedogenny.

         Na tym może poprzestanę analizę składu, ponieważ im dalej, tym mniej substancji w produkcie. Podsumowując, opisane mleczko do ciała posiada wiele wartościowych substancji odżywczych i nawilżających, jednak też wiele z nich ma działanie komedogenne, co może być sporą przeszkodą dla osób, które mają problem z powstawaniem zaskórników. Choć z drugiej strony, ten "film" na skórze faktycznie powoduje uczucie gładkości i miękkości. Według mojej subiektywnej opinii, produkt jest całkiem przyjemny, opakowanie funkcjonalne, ale trochę niepokoi mnie ilość tych komedogennych oblepiaczy i też drażni mnie to, że mleczko nie wchłania się w całości na dłoniach, tylko ten wspomniany "film" trzeba zmyć tuż po aplikacji, ponieważ powoduje dyskomfort. A Wy, już próbowaliście swojego Le Petit Marseillais? Jakie macie wrażenia?

    #lepetitmarseillais #wizaz #mojekwc #klubrecenzentki #kosmetykwszechczasow

    wtorek, 13 sierpnia 2019

    Miny, kpiny i masakra, a właściwie maskara :) czyli recenzja tuszu do rzęs z moim debiutanckim video. 
    *aby odtworzyć filmiki, należy skopiować adres strony do przeglądarki internetowej

       W zeszłym tygodniu otrzymałam do przetestowania tusz do rzęs 5 w 1 marki Avon.



    Jak zapewnia producent, powinnam dostać wspaniały kosmetyk nadający rzęsom efekt pogrubienia, wydłużenia, rozdzielenia, uniesienia oraz głębokiego koloru. Tym razem postanowiłam, zamiast opisu, zrobić dla Was test na żywo. W ten sposób widać od razu, jakie są efekty, bez koloryzowania, bez ściemy, bez zbędnych uprzejmości, bo jednak recenzja powinna być prawdziwa i szczera.

    Zakaz kopiowania i udostępniania filmu oraz fragmentów bez wiedzy i zgody autora


    Tak było rano, a efekt był dla mnie całkiem zadowalający. Jednak nie lubię wyciągać wniosków pochopnie, dlatego pozwoliłam, by czas zweryfikował moje pierwsze wrażenia...

    Zakaz kopiowania i udostępniania filmu oraz fragmentów bez wiedzy i zgody autora


    Fajnie, że dotrwaliście do tego momentu :)

    Konkluzje: 

    • ładne, eleganckie i dość solidne opakowanie;
    • silikonowa szczoteczka z praktycznymi wypustkami na końcówce;
    • tusz maluje na czarno, pogrubia, wydłuża i rozczesuje, choć osobiście uważam, że szczoteczki z włosiem robią to lepiej;
    • rzęsy są także subtelnie uniesione, choć jeśli ktoś posiada rzęsy typowo proste, czy wręcz skierowane w dół, nie spodziewałabym się cudów;
    • na moich oczach nie zauważyłam odbitych śladów, jednak nie jestem posiadaczką cery tłustej, ani typowo opadających powiek, więc nie jestem w stanie przewidzieć, jak sprawdzi się u innych;
    • po kilku godzinach zauważa się pokruszone drobinki pod oczami;
    • dość gęsta konsystencja samego tuszu sprawia, że obawiam się o wczesne wysychanie produktu w opakowaniu (info wymaga jeszcze weryfikacji);
    • neutralny, niedrażniący zapach;
    • brak podrażnień po użyciu; 
    • nieproporcjonalna cena do jakości - 42zł w cenie regularnej lub 21,99zł na promocji za 10 ml takiego tuszu, to moim zdaniem zdecydowanie za dużo.

    A Wy, używaliście już tego kosmetyku??? Jakie macie wrażenia? A może macie jakiegoś godnego polecenia ulubieńca wśród maskar??


    czwartek, 1 sierpnia 2019

    A Ty, umiesz dopasować???



        Jestem zwolenniczką kreatywności i aktywności rozwijających. Do "cudowania", jak to określa moja mama, motywuje mnie także posiadanie dzieci. Dlatego też niezmiernie ucieszyłam się z wygrania w konkursie na Facebook'u gry planszowej DOPASUJ! i dzisiejszy wpis poświęcę na jej recenzję.
    Alexander Toys, czyli twórca gry, to przede wszystkim polska firma z bogatym asortymentem gier planszowych, gier i zabawek edukacyjnych, zabawek kreatywnych i konstrukcyjnych <3 Z pewnością kojarzycie dość popularną już grę Gorący ziemniak? To od nich ;)
         DOPASUJ! to gra obrazkowa zmuszająca nasz umysł do wzmożonej pracy. Polega na znajdowaniu podobieństw, skojarzeń, czasem w niespotykanych kombinacjach. Liczy się refleks i kreatywność. W założeniu, gra przeznaczona jest dla osób od 5 roku życia, jednak uważam, że świetnie sprawdzi się na spotkaniach ze znajomymi w każdym wieku. Wczoraj grałam ze swoim czterolatkiem (w nieco uproszczonej wersji, bez żetonów) i daliśmy radę :) Na pewno jest to idealne narzędzie do nauki przez zabawę. Zachwycił mnie ogrom możliwości edukacyjnych, zwłaszcza, że mogłam wpleść w tę rozrywkę ćwiczenia logopedyczne. 
           W pudełku z grą dostajemy planszę, kostkę, pionek, żetony oraz dwustronne kartoniki do samodzielnego wyłamania, a także instrukcję. Wszystko całkiem solidne, estetyczne, czytelne, ładne wizualnie. Zdecydowanie polecam dla dorosłych i dla dzieci - idealna alternatywa dla kolejnej niepotrzebnej zabawki. Na pewno nie będzie to jedyna gra od Alexander Toys w naszym domu i będę zachęcać każdego do zapoznania się z ofertą tej firmy.
           Aktualnie na stronie Organizatora trwa ciekawy i zabawny konkurs, w którym można wygrać bardzo atrakcyjne nagrody.

    #alexandertoys #graplanszowa #superzabawa #kreatywnie

    niedziela, 14 lipca 2019

    Psi Patrol - akcja "Uśmiech Dziecka"

         Kocham moje dzieci ponad wszystko i pomimo swojej niedoskonałości, staram się sprawiać im radość każdego dnia. Jak zapewne wiecie, szczęśliwe dzieci nie istnieją bez szczęśliwej mamy, a mi do szczęścia niezbędna jest twórczość artystyczna. Twórczość w niemalże każdym wydaniu. Wiecie, taka przez wielkie TFU ;D
         Obok przedszkola syna mieści się hurtownia artykułów papierniczych. Czasem tam zaglądam, kupuję coś, co ucieszy moją psychikę. Troszkę gorzej czuje się później portfel, staje się taki jakiś  zamknięty w sobie... Niedawno poszłam tam znów w poszukiwaniu CZEGOŚ i trafiłam na TO COŚ - Zestaw do malowania tkanin od #Pentel. Firma znana, myślę, że głównie z długopisów, a tu taka perełka :) (jest ich więcej, np. podobny zestaw z torbą, świecznikiem itd). Zakupiłam zatem pastele do tkanin. Były jeszcze farby i mazaki, natomiast wybrałam pastele ze względu na szerszą gamę kolorystyczną. W pudełku znajdują się: kolorowe kredki, długopis a'la żelowy, biała koszulka (sporo większa od r.104 syna) oraz szablony. 
         



          Z koszulki ze względu na rozmiar nie skorzystałam (na syna za duża, na mnie za mała), ani z szablonów, bo to by nie zaspokoiło mojej twórczej potrzeby. Za to syn lubi bajkę Psi Patrol, więc postanowiłam namalować mu kilku bohaterów na białej koszulce ze #Smyka. Kontury wykonałam tym zgrabnym żelopisem, pokolorowałam kredkami i pod żelazko :) Kredki bardzo przypominają te świecowe lub właśnie pastele, są tłuste i dość szerokie, ale jakoś powoli udało się pomalować to, co potrzebne. Po zaprasowaniu rysunku (przez papier) koszulka była gotowa do użytku. Syn niezmiernie się ucieszył, od razu powiedział, że to jego ulubiona :D Po pierwszym starciu z użytkownikiem i arbuzem nadeszła chwila prania. Producent zaleca pranie w 40 stopniach. Zarówno po zaprasowaniu aplikacji, jak i upraniu kolory nieco zbladły, jednak nadal są dobrze widoczne. *Plamy z arbuza zeszły dopiero po drugim praniu ;) *Kolor czarny zalecam akcentować długopisem, ponieważ ten w kredce jest znacznie mniej intensywny.
          Ogólnie polecam. Można się pobawić, zrobić dla kogoś nietuzinkowy prezent, czy stworzyć sobie oryginalne ubranie. Dużym plusem jest bardzo przystępna cena, fajna gama kolorystyczna oraz to, że ogranicza nas wyłącznie wyobraźnia lub zdolności manualne.
    Tuż po narysowaniu


    Tuż po zaprasowaniu

    Po pierwszym praniu
    #szczesliwamamaszczesliwedziecko #lubięrysować #psipatrol #rysowanienatkaninie #pentel #duomatkatesterka

    poniedziałek, 1 lipca 2019

    Pech i proszek do prania a pielęgnacja kręconych włosów

    Trochę bez sensu? Już wyjaśniam. Uprzedzam, że informacji jest sporo, postaram się wszystko zwięźle wyjaśnić, po więcej odsyłam do blogów stricte włosomaniaczek (linki w tekście). Mam nadzieję, że wytrwacie do końca i nie poddacie się przed podjęciem próby ;)

          Nasze włosy, a zwłaszcza te falowane/kręcone są suche z natury. Szybko się puszą, szczególnie pod wpływem wilgoci, są niesforne, a rozczesane "na sucho" tworzą lwią grzywę... Wtedy sięgamy po gumkę i wsuwki lub co gorsza - prostownicę. I tak, jeszcze bardziej niszczymy pukle, które są bardziej podatne na uszkodzenia niż te proste, gładkie. Bo, nie oszukujmy się, niewielu fryzjerów wie, co to #OMO i dobrze doradzi, w jaki sposób pielęgnować loki. Nie uczy się tego w szkołach, ani na kursach. Na szczęście, mamy teraz dostęp do ogromu wiadomości, przeróżnych kosmetyków, możemy podglądać poczynania blogerek (odsyłam do specjalistek w temacie: ZakręcovniaCurly MadeleineAnwen). I tu natykamy się na temat OMO i #PEH. 
        OMO - nie chodzi tu o popularny kiedyś proszek do prania. To nic innego, jak metoda mycia: Odżywka - Mycie - Odżywka. Wydaje się to być bezsensowne, bo przecież po co nakładać najpierw odżywkę, skoro zaraz i tak zmyjemy ją szamponem. No właśnie nie do końca. Wszystko zależy od tego, jakich kosmetyków użyjemy. Umówmy się na wstępie, że do pielęgnacji włosów kręconych używamy kosmetyków bez silikonów, łagodnych, z przewagą naturalnych składników. Silikony mają na celu obciążyć włosy, czyli świetnie sprawdzą się do włosów prostych. Loki lepiej reagują na wilgoć, czyli należy je nawilżyć i odżywić, a nie obciążyć, ponieważ chcemy zdrowej, pełnej objętości czupryny, a nie efektu zmokłego spaniela ;)
         I tu wypadałoby wyjaśnić co to za pech, a właściwie PEH. PEH, czyli Proteiny, Emolienty i Humektanty. Proteiny to nic innego jak budulec włosa, a emolienty i humektanty są odpowiedzialne za właściwe nawilżenie. Gdy dostarczymy je włosom w odpowiednich proporcjach, znacznie poprawi się ich kondycja. Staną się gładsze, milsze w dotyku, poprawi i zdefiniuje się ich skręt, a nie będą wcale przyklapnięte (chyba, że przesadzimy z emolientami).
          Tak więc decydujemy się zacząć stosować OMO z uwzględnieniem równowagi PEH. Zaczynamy od zakupu odżywki proteinowej i dajemy ją na pierwsze O. Zmywamy ją delikatnym szamponem. Następnie nakładamy odżywkę emolientową lub humektantowo-emolientową. Myjemy tak włosy przez jakiś czas i obserwujemy. Znacie sytuacje, że zakupiona odżywka działa super przez jakiś czas, a potem włosy jakby przyzwyczajają się i odżywka przestaje być taka fajna? Jeżeli staną się szorstkie, zaczną się plątać, oznacza to, że przesadziliśmy z proteinami. Odstawiamy je na jakiś czas. Jeżeli są tłuste, przyklapnięte - daliśmy za dużo emolientów. W takiej sytuacji należy użyć tzw. "rypacza" - czyli szamponu z silniejszym detergentem, aby wszystko dobrze zmyć. Raz na jakiś czas należy także zrobić peeling skóry głowy. Po co peeling Można go zrobić np, z kawy lub zakupić gotowy w drogerii. Peeling ma na celu zmycie wszystkiego, co na skórze, czyli pozbywamy się efektu przyklapnięcia oraz poprawia krążenie, przez co pobudza się włosy do wzrostu. O rety, jak tego dużo... Zróbmy skrót.

    VADEMECUM:

    • Stosujemy OMO z uwzględnieniem równowagi PEH Na początek 
    • Obserwujemy włosy, by wyczuć czego w danym momencie potrzebują (każde reagują inaczej, nie ma jednego złotego środka) jak ogarnąć PEH
    • Kupujemy świadomie kosmetyki do pielęgnacji, obserwujemy na jakie składniki włosy reagują negatywnie (np. moje włosy nie lubią keratyny, gdy gliceryna jest wysoko w składzie -puszą się, co wcale nie oznacza, że dla kogoś z Was również będą nieodpowiednie) Jeśli nie wiemy, co i jakie kupić, odsyłam do marki Anwen (dostępne w drogeriach Kontigo lub online) - mamy tam jasny podział na proteinowe/emolientowe....
    • Stosujemy olejowanie włosów (tu również należy metodą prób i błędów dopasować odpowiedni olej do swoich włosów oraz dostosować częstotliwość olejowania) jak dobrać olej jak olejować
    • Olej zmywamy (emulgujemy) odżywką! 
    • Nie trzemy włosów przy myciu, czy wycieraniu; myjemy głównie skórę głowy poprzez masaż
    • Włosy rozczesujemy wyłącznie, gdy są mokre! Inaczej zrobi się puch; najlepiej użyć grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami
    • Mycie kończymy zawsze emolientem (pomaga przymknąć łuskę włosa i zachować te dobre składniki w środku)
    • Zarówno do mycia i spłukiwania stosujemy w miarę możliwości chłodną wodę; gorąca otwiera łuski włosa
    • Stylizatory (żele, pianki, kremy) nakładamy na ociekające włosy (po spłukaniu drugiego O) co sprawi, że nie będą sklejone i strąkowate; jeśli już zrobią się strąki, odciskamy je olejkiem (nie olejem)
    • Stosujemy olejki (nie oleje) do zabezpieczania końcówek przed utratą wilgoci i uszkodzeniami. Tu dopuszczalne są silikony, tylko pamiętajmy, że nakładamy je wyłącznie na końcówki, a nie na całe włosy
    • Do wycierania włosów, a właściwie do odsączenia nadmiaru wody najlepiej użyć bawełnianej koszulki; włosy owijamy, a nie trzemy (plopping)
    • Całkowicie odstawiamy prostownicę, włosy suszymy chłodnym powietrzem przy użyciu dyfuzora lub pozwalamy im wyschnąć naturalnie
    • Najlepiej spać na poduszce w poszewce jedwabnej lub satynowej (nie mylić z bawełną satynową, bo to nie to samo)
    W wielkim skrócie, to chyba tyle na początek. Fajnie, co? :D Po więcej, odsyłam do podanych linków lub pytajcie w komentarzach. Na zachętę dodaję zdjęcie moich włosów, które dzieli UWAGA jedno mycie. Kolor włosów się różni, ponieważ jedno zdjęcie zrobił mi mąż, a drugie robiłam sama w innym świetle.
    Nie OMO - OMO #duomatkatesterka
    Przykładowe kosmetyki do OMO

    czwartek, 27 czerwca 2019

    Kochanie przez czytanie

         Koniec roku szkolnego. Internet zalała fala zdjęć świadectw oraz ogrom burzliwych dyskusji na temat nieszczęsnego "paska". Rozpoczęły się perorowania dotyczące zdolności i efektywności uczenia się dzieci. Zagadnienie kontrowersyjne, niezwykle złożone, ważne... Jednak dziś nie do końca o tym. 
          Mówi się, że mamy teraz ciężkie czasy. Po części się z tym zgadzam, aczkolwiek zauważcie, że w wielu kwestiach idziemy stale naprzód. Rozwija się medycyna, świat technologii, poprawia się także nasza świadomość w wielu dziedzinach życia. Stereotypowe związki, gdzie królował Pan, a żona traktowana jak małoznacząca kura domowa, zamieniamy na związki partnerskie; zaczynamy bardziej inwestować w rozwój osobisty, budowanie poczucia własnej wartości itd. Mamy również inne podejście do wychowywania dzieci. Nie boimy się konsultować ze specjalistami, nie przypisujemy każdemu bardziej żywiołowemu dziecku ADHD. Bardziej świadomie podchodzimy do kształtowania młodego pokolenia, zdając sobie sprawę z tego, jak wiele "wynosi się z domu" z okresu wczesnego dzieciństwa. 
         W czerwcu 2001 roku ruszyła piękna kampania społeczna "Cała Polska czyta dzieciom", która miała zachęcić rodziców do codziennego czytania dzieciom książek. Słuchanie tekstu czytanego od pierwszych dni życia ("brzuszkowi też można ;)) niesie  za sobą szereg korzyści dla rozwoju maluchów. Jest to tania, skuteczna i przyjemna metoda wspomagania rozwoju psychicznego, umysłowego, społecznego oraz moralnego. Pomaga kształtować słuch fonetyczny, rozwija wyobraźnię, w przeciwieństwie do bajek, gdzie wszystko mamy podane "na gotowe", zmusza do refleksji i chyba co najważniejsze - niesamowicie zbliża, a stanowiące rytuał np. przed zasypianiem, daje również poczucie bezpieczeństwa. Korzyści masa, przy niewielkim nakładzie pracy. Czy mogłoby być lepiej? 
         Swoim dzieciom czytam każdego wieczoru. Jest to nasza rutyna. Postanowiłam jednak pójść o krok do przodu. W związku z tym, że panie w przedszkolu syna zrealizowały już cały zaplanowany materiał, zaproponowałam, by rodzice w miarę swoich możliwości, przyszli poczytać dla maluchów. Ktoś nie chciał, nie miał odwagi, czasu. Nieistotne. Ja poszłam. Dzień wcześniej przygotowałam figurki przedstawiające postacie z bajki (recykling rolek po papierze toaletowym), by uatrakcyjnić swoją wizytę. Zapakowałam młodszą pociechę w wózek, rekwizyty wraz z książką do torby i wyruszyłam. Za drzwiami czekały już na mnie, a właściwie na nas (ja+córka), siedzące z niecierpliwością przedszkolaki, panie oraz krzesełko. Z dużego zbioru bajek i baśni, pamiętającego czasy dzieciństwa mojego męża, wybrałam tę o trzech świnkach i złym wilku. Dzieci słuchały z zapartym tchem. Zamierały, słysząc zachrypiały krzyk "Zdmuchnę! Zdmuchnę ten wasz domek!" i szczerze cieszyły się, gdy wilk wpadł w końcu do kotła z wrzątkiem. To było coś wspaniałego, móc oglądać tyle szczerych emocji na ich twarzach. Następnie zapadła cisza, więc zaczęłam zadawać pytania dotyczące przeczytanego tekstu. Dzieci cudownie zapamiętały wszystkie szczegóły, ponieważ dla nich było to coś nowego, innego. Następnie, zaczęliśmy tańczyć do tekstu:
    "Prawa noga, prawa noga
    Lewa noga, lewa noga
    Teraz tańczą obie ręce
    A na końcu jeszcze głowa
    Uch, uch tańczy brzuch
    Uch, uch tańczy brzuch
    A na koniec BUCH!"
         A na koniec zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć. Dzień później w szatni czekały rysunki maluchów wzorowane na figurkach świnek i wilka, które przyniosłam. <3
        Kochani... Rodzice, czy osoby mające w swoim otoczeniu małe dzieci - czytajcie im. W sali przedszkolnej spędziłyśmy z córką łącznie ok. 30 minut, a maluchy wspominają naszą wizytę do dziś. To nie jest dużo. Jeśli się czegoś pragnie, to się da :) Kwestia organizacji i samozaparcia, a możecie sprawić urwisom wielką radość. Startują wakacje. Wykorzystajcie ten czas na trening, by od września może zainicjować cykliczne wizyty w przedszkolach i czytać dzieciom. Dajmy dobry przykład. Odłóżmy smartfony, tablety, wybajerzone zabawki interaktywne, a sięgajmy po książki, ponieważ są one ponadczasowe. 


    #dzieci #czytaniejestfajne #kochanieprzezczytanie #przedszkolaki #duomatkatesterka #calapolskaczytadzieciom

    piątek, 21 czerwca 2019

    Dla małych fanów Lego :)

    Jeśli również posiadacie w domu małego wielkiego Fana Lego, skorzystajcie z darmowej subskrypcji, którą umożliwia nam sam producent kultowych klocków! Łapcie link ku radości Waszych pociech ;)




    • Magazyn jest pełen komiksów, zabaw, modeli zbudowanych przez fanów LEGO® i porad na temat budowania.
    • Nowy numer magazynu będziecie dostawać 4 razy do roku. Jeśli chcecie, możecie w każdej chwili anulować subskrypcję.
    • Magazyn jest skierowany do miłośników LEGO w wieku 5-9 lat
    • Jeżeli należeliście już do Klubu LEGO, a dodatkowo Wy lub Wasze dziecko ma od 5 do 9 lat, Wasza subskrypcja zostanie automatycznie zaktualizowana i otrzymacie nowy magazyn LEGO Life!

    Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze (30 ml)

    "Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze od Distillery Avon to naturalny i skuteczny sposób na rozjaśnienie i rozświetlenie cery....